piątek, 15 lutego 2013

320. Dream Theater - Train of Thought



Teraz będzie śmiesznie w tagach po prawej, bo będzie wyglądało, jakbym był fanem Black Sabbath i Dream  Theater.

To jest w sumie sentyment duży, byłem świeżo upieczonym fanem Systemu i nie bardzo ogarniałem o co chodzi z muzyką. Zarejestrowałem się na forum fanów SOAD, gdzie były same małolaty i ktoś polecił tę płytę właśnie, jako dobry pomysł na początek. Na tle dyskografii dosyć nietypowa, zwłaszcza w porównaniu z wcześniejszymi albumami - pierwsza tak ciężka, że mogłaby być płytą jakiejś Metalliki (tylko zajebista perkusja zdradza, że to nie Lars na garach), chociaż i jakieś tandetne numetalowe naleciałości już się tu pierwszy raz pojawiają. Najlepsze fragmenty to jak zwykle instrumentale (oczywiście nie wszystkie, przesadzonych gitarowych onanizmów jest sporo), ale trzeba przyznać, że LaBrie jest zupełnie znośny w swoim udawaniu Hetfielda - zawsze to lepsze niż jak próbuje wyciągać góry.

Nie wiem kiedy ostatnio tego słuchałem, bo dzisiaj siedzę raczej innych, bardziej pedalskich klimatach, ale uczucie zawsze jakieś pozostaje.



1 komentarz:

  1. To óczucie gdy słuchasz Drim Fjetera, a tam metalika.

    OdpowiedzUsuń