Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1971. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1971. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 czerwca 2013

205. Van der Graaf Generator - Pawn Hearts



Pamiętam jak odkryłem flojdów i mój muzyczny światopogląd, w którym Queen był najlepszym zespołem na świecie zupełnie się poprzestawiał. Dowiedziałem się, że w pięknych latach 70-ych panowały dinozaury, nazywane wtedy Wielką Szóstką progresywnego rocka, do których należeli też rzeczeni flojdzi i od razu rzuciłem się na pozostałych wykonawców. Niespodziewanie okazało się, że pozostałe dinozaury to jednak nie za bardzo moja bajka, nawet King Crimson, który dziś uwielbiam, w lwiej części mnie nużył. Do reszty (z paroma wyjątkami) nie przekonałem się do dziś, a na myśl o Emerson, Lake and Palmer dostaję palpitacji.

Ale poza wspomnianą szóstką, był jeszcze jeden zespół, który nie wiedzieć czemu do tego grona nigdy chyba nie został zaliczony. Prog jest to bez wątpienia i to prog wyborny. Przede wszystkim niepodrabialny wokal Hammilla, schizofreniczny klimat, nastrojowe melodie wymieszane z zupełnie pojebanymi odjazdami, no i ten charakterystyczny saksofon, jako wisienka na torcie. Trochę jakby King Crimson ożenione z Genesis.

Polecam, Zbigniew Wodecki.



piątek, 24 maja 2013

222. Led Zeppelin - IV



Klasyka klasyczna, przehajpiona w opór co prawda, ale i tak. O ile oczywiście bardzo lubię, cenię i w ogóle Stairway to Heaven, to jednak monstrualna popularność tego kawałka zawsze mnie zadziwiała. Od cholery nie tylko lepszych ale i bardziej chwytliwych kawałków przecież oni nagrali. Może to po prostu taki złoty środek.



piątek, 3 maja 2013

243. Janis Joplin - Pearl



Janis była jak Robert Plant, tylko bardziej męska.
Właściwie wychodzi na to, że bardziej lubię jej debiut, ale tu za to jest jej najlepszy kawałek ever.



poniedziałek, 22 kwietnia 2013

254. Uriah Heep - Look at Yourself



Z okazji 100 lajków na fejsie (to bardzo miłe) i z okazji wiosny i wszystkiego - płyta, na której jest July Morning. Czyli bez sensu, ale ja jestem rebelem i nie wyznaję żadnych zasad.

A Uriah Heep to w ogóle spoko zespół - takie Purple przechodzące w Yesy, ale zawsze przystępne.



sobota, 16 lutego 2013

319. America - America



Hippisowski psychodeliczny folkpop czy popfolk, whatever. W sumie wszyscy wiedzą, więc nie wiem po co o tym piszę. Znałem jeszcze tę drugą z kolei płytę, ale jakoś mi przepadła i już nie pamiętam co na niej było.
Główną siłą tej płyty są piękne melodie i to charakterystyczne współbrzmienie wokali. Ale też pewna tajemniczość i ponurość. W sumie okładka nieźle to odzwierciedla - niby hipisowe naćpane popierdywanie ale w tle majaczą posępne i śmiertelnie poważne duchy Indian. I to słychać. Ładne piosenki z "czymś więcej", czyli to o co chodzi.