Tak patrzę teraz na RYM, że wg ocen to gofer, ale mi swego czasu najlepiej podszedł ze wszystkich ich plyt które poznałem, a w sumie ogarnąłem kiedyś większość. Bardzo sympatyczna hipsteriada, taki protoSpiritualized (bo ten sam koleś). Zajebiste na kaca.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1991. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1991. Pokaż wszystkie posty
środa, 26 czerwca 2013
203. Spacemen 3 – Recurring
Tak patrzę teraz na RYM, że wg ocen to gofer, ale mi swego czasu najlepiej podszedł ze wszystkich ich plyt które poznałem, a w sumie ogarnąłem kiedyś większość. Bardzo sympatyczna hipsteriada, taki protoSpiritualized (bo ten sam koleś). Zajebiste na kaca.
poniedziałek, 18 marca 2013
289. Metallica - Metallica
Sentymentów ciąg dalszy. Ach, ach, te czasy kiedy znałem trzy piosenki na krzyż i myślałem, że jestem fanem. Potem się dopiero dowiedziałem, że Czarna Płyta to wcale nie jest ich Ciemna Strona Księżyca, że ważniejsze są wcześniejsze płyty, które ranią moje uszy i co ja mam zrobić z tym fantem. Jeszcze później się okazało, że wcześniejsze rzeczywiście są lepsze (przynajmniej dwie), a tak w ogóle to skończyli się na Kill 'em All (swoją drogą ten tekst to chyba jeden z pierwszych memów ever).
Co my tu mamy generalnie. Metallika się sprzedaje, wyrzeka swych korzeni i nagrywa heavy metal, w dodatku bardzo fajny heavy metal, a o to przecież trudno. Wtórne, pokradzione zewsząd niczym na kwejku, ale brzmi zajebiście i się do tego wraca z przyjemnością. Zarówno do tych ultrasentymentów w stylu Enter Sandman czy Unforgiven, do których mnie kiedyś w zamierzchłych czasach próbował przekonywać metalowy ytron; jak i pozostałych, które poznałem już znacznie później, jak Don't Tread On Me, które do dzisiaj należy do moich metallikowych faworytów.
sobota, 19 stycznia 2013
347. Genesis - We Can't Dance
Jestem Genesisowym ignorantem, przyznaję się bez bicia. Okres z Gabrielem mnie nudzi niemiłosiernie, ziewam strasznie na wszystkich tych kolacjach i innych dostojnych foxtrotach. Sam nie wiem czemu, naprawdę się starałem do tego przekonać. Z płyt, które znam ta to jedyna, którą lubię - pewnie dlatego, że nie jest ambitna ani nic. Znaczy w sumie są tu utwory i po 10 minut, więc znam ludzi, którzy by usłyszeli tu prog. I pewnie by mieli rację. Ale tak ogólnie to miły radiowy poprock z masą chwytliwych piosenek i wesołym Collinsem na wokalu. Pop z KLASĄ, jak to się zwykło podkreślać. W odróżnieniu od popu bez klasy.
Za kawałkiem tytułowym to wręcz przepadam, głównie ze względu na wokal właśnie. A może dlatego, że tytuł do mnie trafia, nie wiem.
wtorek, 15 stycznia 2013
351. Nirvana - Nevermind
Nigdy nie podzielałem hejtów do Nirvany, tak samo jak nie ogarniałem pisków ekstazy. Jak pierwszy raz usłyszałem Smells Like Teen Spirit to się nawet zakochałem od pierwszego wejrzenia. I nie dlatego, że Kurt taki słodki, znaczy nie tylko dlatego. Jasne, że jest to raczej muzyka, z której się albo wyrasta, albo zostaje fanem Foo Fighters (nie wiem o co z nimi chodzi, poza tym, że na zupie są fajne gify z Dave'm). Ale jakby nie patrzeć zawsze to lepsze niż to czym się nastolatki dziś jarają. Wcale nie chcę tu wpaść w ten żenujący ton "za moich czasów to była muzyka, dzisiejsze pokolenie słucha gówna". Po prostu TAKA PRAWDA. No i ja człowiek sentymentalny jestem, więc lubię wracać do tego co mnie w młodości jarało, w związku z czym i takie płyty tu się będą często pojawiały, zwłaszcza zanim dojdziemy gdzieś do 250. pozycji czy coś koło tego. Poważnie zastanawiam się nad Evanescence, więc może być jeszcze grubo.
Spoiler: Kurt nie żyje.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


