Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1990. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1990. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 kwietnia 2013

272. Depeche Mode - Violator



Ok, w ogóle dziś bez czasu,m znaczy w sumie teraz chwilę miałem ale za długo myślałem, a to nigdy do niczego dobrego nie prowadzi, więc nie przedłużając: Depeche Mode z jedyną ich płytą, którą bardzo lubię (a znam ledwo 3, bo jestem żenującym ignorantem).



środa, 13 lutego 2013

322. Cocteau Twins - Heaven or Las Vegas



Lekkość, zwiewność, bajkowość, senność, no dream pop w sensie, trochę jak Slowdive (a raczej odwrotnie), trochę jak Kate Bush i ten wokal dostojny i wspaniały. TOP3 kobiecych wokali ever. Chyba.



wtorek, 8 stycznia 2013

358. Ride - Nowhere



Nie ma  fajniejszej rzeczy niż łagodne melodie na tle rzężących, przesterowanych gitar (najlepiej jeszcze puszczonych od tyłu). No chyba, że spanie. Albo bigos. Albo seks. Właściwie jest wiele rzeczy fajniejszych niż łagodne melodie na tle rzężących, przesterowanych gitar (najlepiej jeszcze puszczonych od tyłu), ale nie o to chodzi.

Okładka jest fajnie dobrana, właśnie zauważyłem. Ocean, spokój, monotonia, ale pod tym wszystkim, jak wiemy pływają różne świństwa, toną titaniki, a rekiny gubią zęby i wyrastają im nowe, co jest dosyć chore i ogólnie dzieje się dużo rzeczy. I taka ta muzyka właśnie jest - na wierzchu dryfuje spokojny śpiewak bez jaj, ale w tle jest gitarowo, shoegaze'owo i alternatywnie jak tylko się da, a w dodatku od czasu do czasu to całe tałatajstwo wyłania się na powierzchnię jako ten kraken, topiąc biednego śpiewaka w fali hałasu. Że użyję takiego głębokiego porównania. Głębokiego, niemoge. Że ocean.