Są soundtracki, które przewyższają filmy, w których przyszło im się znaleźć - np. niektóre od Morricone. Albo motyw z Requiem for a Dream, który nieszczęśliwie został obecnie hymnem TVNu. Takie, które często brzmią lepiej same, bez filmu. A są też takie, które wymagają poznania razem z obrazem. I tak jest w przypadku duetu (właśnie się dowiedziałem, że oni się jakoś nazywają jako całość): Glen Hansard i Markéta Irglová. I to nie dlatego, że film jest jakiś wybitny, bo nie jest. Taka tam sympatyczna nostalgiczna historia dwójki ludzi, którzy mocują się z weną i rodzi się w nich UCZUCIE. Coś jak Music & Lyrics tylko na serio i bez słodkich happy endów. Czyli w sumie bez sensu. Nic szczególnego z tego filmu nie pamiętam, z wyjątkiem scen z muzyką, które wracają za każdym razem podczas słuchania. I chyba to jest najmocniejsza strona tego soundtracku.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą swell season. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą swell season. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 12 marca 2013
295. The Swell Season - Once: Music From the Motion Picture
Są soundtracki, które przewyższają filmy, w których przyszło im się znaleźć - np. niektóre od Morricone. Albo motyw z Requiem for a Dream, który nieszczęśliwie został obecnie hymnem TVNu. Takie, które często brzmią lepiej same, bez filmu. A są też takie, które wymagają poznania razem z obrazem. I tak jest w przypadku duetu (właśnie się dowiedziałem, że oni się jakoś nazywają jako całość): Glen Hansard i Markéta Irglová. I to nie dlatego, że film jest jakiś wybitny, bo nie jest. Taka tam sympatyczna nostalgiczna historia dwójki ludzi, którzy mocują się z weną i rodzi się w nich UCZUCIE. Coś jak Music & Lyrics tylko na serio i bez słodkich happy endów. Czyli w sumie bez sensu. Nic szczególnego z tego filmu nie pamiętam, z wyjątkiem scen z muzyką, które wracają za każdym razem podczas słuchania. I chyba to jest najmocniejsza strona tego soundtracku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
