Pora na mojego ulubionego Floyda w końcu. Ta płyta brzmi jak nagrana przez kogoś z hukiem wykopanego z zespołu, kto potrzebował chwili spokoju i odetchnienia od Watersa. Wszystko jest łagodne, melodyjne, spokojne i wyważone. Niczego nie próbuje udawać. Najlepiej jest oczywiście jak wchodzą instrumentale, bo piosenkopisarz to z Ricka był zazwyczaj taki sobie, przynajmniej we wczesnych czasach. Ale płyta ma fajny, senny klimat i zajebiście mi się jej słucha w nocy - sto razy lepiej niż stare solowe Gilmoury chociażby.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą richard wright. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą richard wright. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
257. Richard Wright - Wet Dream
Pora na mojego ulubionego Floyda w końcu. Ta płyta brzmi jak nagrana przez kogoś z hukiem wykopanego z zespołu, kto potrzebował chwili spokoju i odetchnienia od Watersa. Wszystko jest łagodne, melodyjne, spokojne i wyważone. Niczego nie próbuje udawać. Najlepiej jest oczywiście jak wchodzą instrumentale, bo piosenkopisarz to z Ricka był zazwyczaj taki sobie, przynajmniej we wczesnych czasach. Ale płyta ma fajny, senny klimat i zajebiście mi się jej słucha w nocy - sto razy lepiej niż stare solowe Gilmoury chociażby.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
