Rozmach, widowiskowość, sława i pieniądze, kult i klasyka, koncept i opera, teatr i efekty specjalne. Dużo zalet ale w sumie nie za to Flojdów pokochałem. Przede wszystkim brakuje mi Wrighta, za to jest zdecydowany przesyt gadającego Watersa (co jest w sumie słabym argumentem, bo przepadam za gadającym Watersem na następnej płycie). Tak czy srak rzadko do Ściany wracam, a jak już to zazwyczaj jakiś koncert albo ten niespecjalnie udany film Parkera (chociaż tam z kolei jest bolesny brak najlepszego kawałka z płyty). Niemniej dzieło jest to wielkie, oczywiście.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pink floyd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pink floyd. Pokaż wszystkie posty
piątek, 5 lipca 2013
180. Pink Floyd - The Wall
Rozmach, widowiskowość, sława i pieniądze, kult i klasyka, koncept i opera, teatr i efekty specjalne. Dużo zalet ale w sumie nie za to Flojdów pokochałem. Przede wszystkim brakuje mi Wrighta, za to jest zdecydowany przesyt gadającego Watersa (co jest w sumie słabym argumentem, bo przepadam za gadającym Watersem na następnej płycie). Tak czy srak rzadko do Ściany wracam, a jak już to zazwyczaj jakiś koncert albo ten niespecjalnie udany film Parkera (chociaż tam z kolei jest bolesny brak najlepszego kawałka z płyty). Niemniej dzieło jest to wielkie, oczywiście.
piątek, 17 maja 2013
229. Pink Floyd - Division Bell
Fajne wspomnienie tłustych lat świetności, fajne nawiązania do stylu z Dark Side of the Moon, fajna próba optymistycznej odsłony Pink Floyd - generalnie fajnie. Jak na płytę bez tego dziada to i tak dużo, chociaż z drugiej strony Gilmour sztab ludzi zatrudnił, żeby wiochy nie było, więc w sumie niedziwota, że się to broni.
A najlepszy kawałek to i tak ten z Wrightem na wokalu, mihihi.
czwartek, 10 stycznia 2013
356. Pink Floyd - More
Z okazji dziesiątego (już!) wpisu: znowu Pink Floyd. I znowu soundtrack. Właściwie nie wiem czy wolę tę płytę od Obscured by Clouds, której przypadło ostatnie miejsce, ale przy takich ilościach 10 w te czy wew te to żadna różnica. Wiem natomiast, że na tym soundtracku jest kawałek, który zjada wszystkie piosenki z Obscured... na śniadanie. Ten hipnotyzujący instrumental o jakże pomysłowym tytule Main Theme. Jedna z najlepszych wczesnoflojdowych rzeczy.
Cała płyta jest utrzymana w spójnym mroczno-psychodelicznym klimacie*), który jest całkiem płynnym przejściem między stylem z dwóch pierwszych płyt a tymi chorymi odpałami na Ummagumma.
Filmu oczywiście nie widziałem, ale w sumie jest to jakiś pomysł na wieczorną rozrywkę kiedyś. Tylko chyba trzeba by po jakichś grzybkach być, czy czymś w tym rodzaju.
*) Wyjątkiem jest prawie-że-metalowy Nile Song.
wtorek, 1 stycznia 2013
365. Pink Floyd - Obscured by Clouds
Chyba dobry wybór na początek. Po pierwsze - Pink Floyd, więc otwarcie z klasą. Po drugie - płyta mimo, że fajna i klimatyczna, to tonie w dyskografii pod różnymi świniami, krowami i innymi zwierzętami gospodarskimi, w związku z czym przy okazji jest tró i w sam raz na zaszczytne ostatnie 365. miejsce.
Soundtrack do filmu, którego nikt nie widział, z okładką, na której nic nie widać i który ukazał się przed legendarną Ciemną Stroną, więc szybko o nim zapomniano. Bardziej hipstersko z tego zespołu to chyba tylko jakby jakieś Early Singles wyciągnąć, ale to się nie liczy.
Wszystko jest senne, rozmarzone i brzmi jak muzyka z Pszczółki Mai w Dolinie Muminków. Czyli bardzo dobrze. Jak będę miał dziecko to mu będę na dobranoc puszczał, niech się przyzwyczaja.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



