Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marillion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marillion. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 czerwca 2013

194. Marillion - Happiness is the Road



Znaczy o pierwszą płytę tu się głównie rozchodzi, bo drugą to kiedyś tam słyszałem i mnie nie wzięła. Przede wszystkim sentyment, bo to przez tytułowy kawałek wsiąknąłem w te Hogarthowe jęki. Do dzisiaj z resztą jeden z moich ulubieńców w dyskografii. Z miejsca mi się skojarzył z jakimś progresywnym, rozwleczonym Radioheadem. W sumie h ma podobną manierę do Yorke'a, tylko możliwości wokalne z zupełnie innej półki.

Poza tym dość mało gofrów, jak na nich, wszystko nieźle spójne, no i Essence to sama Radość.



środa, 5 czerwca 2013

210. Marillion - Anoraknophobia



Znowu się nie nagadam, bo późno i czasu brak, ale z drugiej strony wstyd o marillionaniźmie pisać. Wstyd i strach. I głód i halucynacje.



piątek, 8 marca 2013

299. Marillion – Sounds That Can't Be Made



Ja jebie, prawie byłby fail, dobrze, że sobie przypomniałem. Cała płyta to taki Marillion jak zwykle, ale Gaza to prawdopodobnie najlepsza progresywna suita ostatnich czasów. A poza tym, a raczej przede wszystkim, najlepszy koncert Marillion na jakim byłem (czyli jedyny), dużo wspomnień, przeżyć i sentymentów, a to było dopiero co przecież.