Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porcupine tree. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porcupine tree. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 maja 2013

244. Porcupine Tree - Stupid Dream



Mam sentyment do tej płyty, bo od niej zaczynałem poznawanie Porcupine Tree swego czasu. Zaczyna się zajebiście, potem ni stąd ni zowąd wpada Piano Lessons, które jest tak wesoło i płytko popowe, że rockowcy w tym momencie popadają w oburzenie, co oczywiście tylko dodaje mu uroku i zalet. Dalej się wszystko rozleniwia, rozwleka i chwilami wpada w jakiś niewyraźny myslowicyzm, ale zawsze w granicach dobrego smaku na szczęście, a Tinto Brass pod koniec zamiata wszystko i ratuje dzień. Tool mógłby kiedyś skowerować ten kawałek. Właściwie Tool to mógłby kiedyś zrobić cokolwiek, bo mam wrażenie, że umarli.



poniedziałek, 22 kwietnia 2013

258. Porcupine Tree - Deadwing



Wilson bierze się chyba pierwszy raz za kindermetal (chociaż oczywiście nie tylko, bo jak zwykle jest eklektycznie) i o dziwo zajebiście mu to wychodzi. O ile kompletnie nadal nie ogarniam wychwalanej w pewnych gronach "Absentii", na której lwia część materiału wydaje mi się nudna i taka sama, tak tutaj każdy kawałek praktycznie wnosi coś charakterystycznego i oryginalnego. Chociaż może trudno o oryginalności mówić przy czymś takim jak Shallow.





środa, 13 marca 2013

294. Porcupine Tree - Fear of a Blank Planet



Nie wiem czy nie za wysoko to zawędrowało przez moje gapiostwo, bo z późnym Wilsonem to jak z Riwersajdem - właściwie to słucham tego już tylko w jednej określonej okoliczności - jak piję z Arsenem i dobieramy muzykę tak, żeby żaden z nas nie mógł za bardzo narzekać. Taki kompromis. Bo zbyt młodzieżowe to jednak już dla mnie. I za bardzo progmetal, który też tylko w wyjątkowych przypadkach u mnie gości. No ale wiadomo, że sentyment i się parę lat temu tym jarało, fajnie się rozdawało przy tym ulotki, Anesthetize miecie, a końcówka Sleep Together brzmi prawie jak jakiś Kashmir XX-ego wieku. Bo to dobra płyta jest.

No i zawsze to lepsze niż następna, którą Wilson zupełnie wyprał z melodii i pomysłów.