Tak nisko, bo jakkolwiek uwielbiam trzy ostatnie kawałki, to do reszty nigdy się nie przekonałem a postpunkowe buczenie z reguły mnie nudzi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1980. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1980. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 14 maja 2013
232. Joy Division - Closer
Tak nisko, bo jakkolwiek uwielbiam trzy ostatnie kawałki, to do reszty nigdy się nie przekonałem a postpunkowe buczenie z reguły mnie nudzi.
środa, 24 kwietnia 2013
niedziela, 31 marca 2013
277. ABBA – Super Trouper
Strasznie mi się z dzieciństwem kojarzy, dlatego właśnie ta płyta a nie inna (np. jakaś bardziej tró) Tutaj się pojawia. M.in. dlatego. Dobrym powodem może być też to, że to jedyny ich album, który znam w całości od dawna. Albo to, że jest tu Lay All Your Love on Me. I The Winner Takes it All (nawet jeśli Meryl Streep śpiewa to lepiej). W sumie najlepiej byłoby dać jakieś Greatest Hits, bo ABBA to i tak hity a nie albumy, ale powiedzmy, że skoro z Queen tak nie zrobiłem to tu też nie.
czwartek, 31 stycznia 2013
335. Iron Maiden - Iron Maiden
Moja znajomość z Iron Maiden miałą trzy etapy. Najpierw usłyszałem No More Lies i zapałałem wielkim aczkolwiek nie do końca zrozumiałym szacunkiem do śpiewaka. Pamiętam, że zapierdalałem wtedy z dziekanatu przez bagna i śnieg. Wiecie, UKSW.
Drugi etap, to mój sąsiad, który słucha ich do dziś, przy czym nie jestem pewien czy słyszy, bo zawsze puszczał te kawałki losowo a słuchawek to chyba nawet nie miał na uszach. W każdym razie etap dużego przejedzenia muzyką, której nie znam.
No i trzeci etap, czyli pewnego dnia postanawiam: ogarnę Iron Maiden. Ukradłem debiut i stwierdziłem: o co mi chodziło, przecież to jest kawał dobrego metalu, cytując klasyka. Z jajem, z dojebaniem, z polotem nawet. I do dzisiaj to jedyna ich płyta, której jestem w stanie słuchać. Nie ma jeszcze żadnego przesadnego wyjca na wokalu, ani silenia się na prog, ani pięćdziesięciu (czy ilu ich tam obecnie jest) gitarzystów, z których każdy musi dojebać solówkę. Jest prawidłowo. Jeszcze jakby Dio był na wokalu, to już w ogóle narlepszy metal ever.
Chciałem w linku dać ostatni kawałek, bo to szalenie zabawne mi się wydawało, że Iron Maiden nagrywa kawałek Iron Maiden na płycie Iron Maiden, ale jednak musi być oczywista oczywistość, bo wymiata.
niedziela, 27 stycznia 2013
339. Black Sabbath - Heaven and Hell
Klasyka itd. Nie będzie tu bogato, jeśli chodzi o Black Sabbath. Ani o Iron Maiden, które brzmi jak ta płyta, tylko gorzej. Właściwie wszystko, co lubię w tej płycie sprowadza się do trzech oczywistych liter: DIO. Dio to był kozak, to była chodząca koścista epickość. Ja nie wiem skąd on brał ten głos, bo przecież nie z przepony. Przepona to mięsień, a on się składał tylko z kości i z szatana. I o ile jego najlepsze występy to czołówka tego mądrego filmu z Tenacious D, oraz Stargazer, czyli nawet nie ten zespół, to i tak poczułem potrzebę wrzucenia czegoś jeszcze z nim na wokalu. Padło na Dark Side of the Moon heavy metalu (chyba).
Ciekawe czy gdyby Dio był od początku w Black Sabbath, to by było lepiej czy gorzej. Bo w sumie może jego wokal nie pasowałby do tych nietoperzastych ospałych riffów z Paranoid, ale z drugiej strony przecież tej skrzeki w pinglach nie daje się słuchać, więc trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś mógł coś tam popsuć pod względem wokalu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




