Nigdy nie podzielałem hejtów do Nirvany, tak samo jak nie ogarniałem pisków ekstazy. Jak pierwszy raz usłyszałem Smells Like Teen Spirit to się nawet zakochałem od pierwszego wejrzenia. I nie dlatego, że Kurt taki słodki, znaczy nie tylko dlatego. Jasne, że jest to raczej muzyka, z której się albo wyrasta, albo zostaje fanem Foo Fighters (nie wiem o co z nimi chodzi, poza tym, że na zupie są fajne gify z Dave'm). Ale jakby nie patrzeć zawsze to lepsze niż to czym się nastolatki dziś jarają. Wcale nie chcę tu wpaść w ten żenujący ton "za moich czasów to była muzyka, dzisiejsze pokolenie słucha gówna". Po prostu TAKA PRAWDA. No i ja człowiek sentymentalny jestem, więc lubię wracać do tego co mnie w młodości jarało, w związku z czym i takie płyty tu się będą często pojawiały, zwłaszcza zanim dojdziemy gdzieś do 250. pozycji czy coś koło tego. Poważnie zastanawiam się nad Evanescence, więc może być jeszcze grubo.
Spoiler: Kurt nie żyje.
