Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1973. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1973. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 czerwca 2013

190. Lou Reed - Berlin



Lou nagrywa operę, a on jednego czystego dźwięku z siebie nie potrafi wydać. Oczywiście zawsze lepsze to niż Ça Ira. Chociaż nie słuchałem.

Nietypowo jak na niego, bo orkiestra and shit i fabuła i wszystko - czyli teoretycznie niekoniecznie moja bajka, a praktycznie pierwsza trójka moich ulubionych płyt Reeda. Bo spójna i poukładana, bo początek miecie, bo chyba Waters się inspirował w późniejszych latach, bo piękne momenty, jak Caroline Says II czy Sad Song.



niedziela, 5 maja 2013

241. Queen - Queen


Debiuty prawie zawsze są fajne, bo zespół jeszcze młody, pełen entuzjazmu i nie wie do końca za co się brać, więc bierze się za wszystko naraz. Co prawda w przypadku Queen było tak chyba przez całą karierę, ale im dalej tym był to bardziej zamierzony eklektyzm niż ściąganie od innych. Tutaj jest dużo Led Zeppelin i Black Sabbath, przyprawionych dla niepoznaki charakterystycznymi chórkami, a na koniec zupełnie od czapy pieśń o Jezusie, która przy okazji jest jednym z najlepszych kawałków na płycie.



sobota, 16 marca 2013

291. Tom Waits - Closing Time



Debiut młodego Waitsa z lat 70-ych. I nie wiadomo jak się zachować, bo przecież Waits nie może byś młody. Musi być stary, mieć przepity głos, drzeć mordę i wyglądać jak szatan z Parnassusa. Z drugiej strony jakbym nie wiedział, to bym nie wpadł, że facet który tu śpiewa ma dwadzieścia parę lat. Właściwie wszystko jest w porządku: blues, jazz, alkohol, dym papierosowy, tylko jeszcze bez ostrych przedmiotów i siarki. Raczej romantyzm i wyrywanie lasek na chrypkę.



sobota, 9 marca 2013