Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1984. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1984. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 maja 2013

219. Cocteau Twins - Treausre



Nieziemski głos ma ta kobita. Gdyby nie to, że jestem zajęty ustawianiem ołtarzyków dla Lisy Gerrard, to bym się do niej modlił. W sumie nie wiem dlaczego tak nisko wypadło.






niedziela, 26 maja 2013

220. Metallica - Ride the Lightning



Kiedyś nie wiedziałem, jak można słuchać takiego Sad But True. Sad, but true. Jakby nie patrzeć to jest najlepsza Metallica ever, żadne tam Master of Srapets. To, co na debiucie brzmiało szczeniacko teraz nagle stało się poważną sprawą: przyzywanie Ktulu i w ogóle metalomuzykaklasyczna, a na dokładkę jak popadają w ballady to też jest wybornie i niebanalnie. A, i nie nudzi nic a nic, nie to co ...And Justice For All np.



piątek, 5 kwietnia 2013

271. Roger Waters - The Pros and Cons of Hitch Hiking



Nigdy nie udało mi się wkręcić w rzekomo najlepszą doskonałą idealną płytę Watersa, czyli Amused to Death. A próbowałem kilka razy. Nudziłem się niemiłosiernie. Za to jego solowy debiut lubię - jest dużo kalek z The Wall i The Final Cut, i brzmi w dużej mierze jak piąta woda po kisielu kontynuacja wyżej wymienionych, ale jest Clapton z gitarą, jest fajny saksofon, jest nieprzesadnie patetycznie (oczywiście jak na Rogera) - a nawet intymnie i subtelnie momentami. I zwyczajnie dobrze mi się tego słucha. Chociaż do największych dokonań tego jęczyduszy startu nie ma. Mówią, że najlepiej smakuje o 4:30 nad ranem, czyli tak jak sugerują nazwy utworów, ale nie próbowałem. Albo nie pamiętam.